Konferencja prasowa Michaela Carricka: Mecze z Liverpoolem zawsze są wyjątkowe

Manchester United czeka niezwykle ważny, a co za tym idzie emocjonujący mecz. „Czerwone Diabły” zmierzą się z Liverpoolem w „bitwie o Anglię”. Michael Carrick odpowiedział na pytania dziennikarzy przed tym spotkaniem na konferencji prasowej.
Cześć Michael. Zacznijmy od sytuacji kadrowej. Matheus Cunha, Luke Shaw i Matthijs de Ligt – czy są jeszcze jacyś zawodnicy, którzy mają problemy zdrowotne?
– Nie, zawodnicy są w dobrej kondycji zdrowotnej. Matheus [Cunha] pracował nad powrotem więc mamy nadzieję, że powróci. Nie mamy pewności, ale jesteśmy optymistyczni. Oczywiście Matta [Matthijs de Ligt] jest jeszcze trochę dalej w procesie powrotu. Nie weźmie udziału w meczu, ale poza tym jesteśmy w dobrej sytuacji.
Wczoraj klub ogłosił, że Kobbie Mainoo podpisał nowy kontrakt do 2031 roku. Jak duże jest to wzmocnienie dla klubu? Widziałem, że Jason Wilcox określił go jako jednego z najbardziej utalentowanych młodych piłkarzy na świecie. Jakie jest twoje zdanie?
– Jestem pod ogromnym wrażeniem Kobbie’ego odkąd tu jestem. Znałem go już wcześniej w różnych okolicznościach, ale znałem go. On uosabia ten klub piłkarski, wiecie? Młodzi zawodnicy wychodzący z akademii, którzy żyją i oddychają tym klubem i wchodzą do pierwszej drużyny z prawdziwym talentem. Pokazuje to co potrafi i myślę, że szczególnie w ostatnich meczach był fantastyczny. Naturalnym krokiem i etapem jest podpisanie nowego kontraktu i wszyscy są z tego powodu zachwyceni, w tym ja, bo uważam, że na to zasłużył.
Michael, kiedy rozmawialiśmy o spotkaniu z Leeds United, mówiłeś, że nie grałeś przeciwko nim zbyt często. Natomiast z Liverpoolem grałeś wiele razy. Czy nadal uważasz to za najważniejszy mecz dla Manchesteru United, niezależnie od miejsca obu klubów w tabeli?
– Zdecydowanie to jeden z moich ulubionych meczów, bez dwóch zdań. To wyjątkowe spotkanie – mamy wiele wielkich meczów i rywalizacji z innymi drużynami, ale ten zdecydowanie jest w ścisłej czołówce. Historia, wzloty i upadki, które te mecze przynosiły, emocje, widowiskowość – to wszystko sprawia, że jest to naprawdę wyjątkowe spotkanie.
Kiedy myślisz o tych meczach, co przychodzi ci na myśl jako pierwsze?
– Myślę, że przede wszystkim ta rywalizacja i napięcie. Niezależnie od pozycji w lidze na przestrzeni lat i od tego, kto był akurat na szczycie, to nigdy nie zmieniało odczuć związanych z tym meczem ani emocji kibiców. Chodzi o docenienie tego, co to znaczy dla fanów. Musimy to rozumieć. To wyjątkowe spotkanie, a wyjście z niego zwycięsko daje jedno z najlepszych uczuć, jakie można przeżyć.
Wracając do Kobbie’ego Mainoo – nie zaczynał meczu Premier League w pierwszym składzie, dopóki nie wróciłeś. Jak wyglądała wasza rozmowa, kiedy wróciłeś? Wyobrażam sobie, że nie kipiał pewnością siebie, skoro nie grał zbyt dużo.
– Jak w przypadku wszystkich zawodników chodzi o budowanie relacji i wzajemne zrozumienie. Ważne było też zrozumienie, jak wyglądały ostatnie dwa-trzy lata Kobbie’ego [Mainoo] – wzloty, upadki, wielkie momenty i trudniejsze chwile. Chodziło o to, by pozwolić mu się rozwijać i dać mu przestrzeń, żeby mógł być sobą. Rozwija się, cały czas się poprawia. Widać to – ma więcej pewności siebie, więcej odpowiedzialności, więcej wiary. Cały czas dodaje coś do swojej gry i rzeczywiście to robi. Chodziło więc o stworzenie mu możliwości, by stał się najlepszą wersją siebie. Jak już mówiłem, spisuje się fantastycznie i jeszcze wiele przed nim. Powtarzam to, bo wciąż jest młody. Jest teraz w bardzo dobrym miejscu.
Michael, powiedziałeś, że jeszcze wiele przed nim. Pod koniec tego kontraktu będzie miał około 26 lat. Co twoim zdaniem może osiągnąć tutaj w tym czasie?
– Mamy nadzieję, że zostanie tu na długo i będzie częścią odnoszących sukcesy drużyn, które zdobywają trofea. To musi być cel. To nie będzie łatwe ani proste, ale na tym polega wyzwanie. To powinien być cel Kobbie’ego [Mainoo] – stać się najlepszą wersją siebie i ciągle naciskać, ciągle się rozwijać. Ważne jest też, żeby mieć odpowiednią platformę do tego w postaci zespołu i klubu, które są w dobrym miejscu i mogą iść do przodu. Chcemy rywalizować o największe trofea. Robiliśmy to w przeszłości i musimy do tego wrócić.
Od twojego powrotu masz dość ustabilizowany skład, a terminarz w tym pomógł. Czy uważasz, że kadra jest wystarczająco szeroka i liczna, by w przyszłym roku rywalizować na czterech frontach przy około 60. meczach zamiast 40.?
– To zdecydowanie inne wyzwanie niż to, z którym mierzyliśmy się przez ostatnie trzy-cztery miesiące. To naturalny krok i miejsce, w którym chcemy być. To bardzo dobra sytuacja, jeśli rzeczywiście się tam znajdziemy. Oczywiście cały czas się rozwijamy. Zawsze staramy się być lepsi i silniejsi czy to pod względem jakości, głębi składu, jego budowy, czy balansu drużyny. Nieustannie dążymy do tego, żeby iść w przód.
Grałeś na środku pomocy w tym klubie do 36-37 roku życia, a Casemiro ma teraz 34 lata – jaki jest klucz do utrzymania dobrego poziomu wraz z wiekiem? Dajesz mu jakieś rady czy nie ma takiej potrzeby, bo to już bardzo doświadczony zawodnik?
– To dość interesujące, ile przekazujesz poszczególnym zawodnikom. Nawet młodszym, bo czasami wydaje się, że trzeba im dużo dać i pomóc, a innym razem jest trochę jak w przypadku Kobbie’ego. Trzeba wiedzieć, kiedy się wycofać i pozwolić im się rozwijać. Niektórzy zawodnicy potrzebują więcej niż inni. Potem jest etap doświadczenia – po przekroczeniu trzydziestki – kiedy piłkarze w dużej mierze już są tym, kim są. Ufasz im, że znają samych siebie i rozmawiasz z nimi na poziomie wzajemnego zrozumienia. W przypadku Case’a [Casemiro] właśnie tak jest – chodzi o to, by wiedzieć, w czym jest dobry, co może dać drużynie i wykorzystywać jego mocne strony, mając ogromne zaufanie do jego doświadczenia i poziomu, który reprezentuje. Gra na tak wysokim poziomie przez tak długi czas wymaga wielu wyrzeczeń i ciężkiej pracy. To nie jest łatwe. To coś, z czego ja osobiście byłem dumny, że potrafiłem utrzymać ten poziom przez długi czas. Różni zawodnicy mają różne kariery – jedni mają duże wzloty i spadki, inni są bardziej stabilni, ale to, co on [Casemiro] osiągnął przez tak długi okres, zasługuje na ogromne uznanie.
Powiedziałeś, że Liverpool to dla Manchesteru United wielki mecz niezależnie od pozycji w tabeli, ale w tym roku jest szansa zakończyć sezon przed nimi, podczas gdy w zeszłym roku była duża różnica. Co by to oznaczało?
– Myślę, że pokazywałoby to duży postęp całej drużyny i to, że stajemy się silniejsi. Podchodzimy do tego meczu w bardzo dobrej sytuacji, po serii dobrych wyników i chcemy dalej iść naprzód. Doskonale zdaję sobie sprawę z sytuacji w tabeli i tego, jak blisko siebie jesteśmy, ale to nie jest coś, na czym się skupiamy przed tym spotkaniem. Traktujemy je jako jednorazowy mecz – oni mają świetnych zawodników, są dobrą drużyną i wygrali ligę w zeszłym roku. Szanujemy wszystko, co wiąże się z tym spotkaniem. Podchodzimy do niego właśnie w ten sposób – jak do unikatowego meczu. Pozycja w tabeli jest jaka jest, ale w niedzielni mecz to zupełnie inna historia.
Co mówi o aktualnej pozycji obu klubów i ich niezmiennie ogromnej globalnej popularności fakt, że to wciąż jest najważniejszy mecz na świecie?
– Przede wszystkim to ogromny przywilej dla nas wszystkich, że możemy w nim uczestniczyć, w jakiejkolwiek roli. Na tym polega piękno futbolu. Wszyscy przeżywamy różne emocje z tygodnia na tydzień – od klubu do klubu, wzloty i upadki, ale jeśli mówimy o jednostkach utrzymujących karierę na wysokim poziomie i o klubach, które potrafią utrzymywać wysoki poziom przez długi czas, to ważne jest też, jak się to robi, jakie są standardy, jakie wartości i zachowania reprezentuje klub. To dwa niesamowite zespoły. Są sobie bardzo bliskie pod wieloma względami – liczby tytułów, położenia geograficznego, niewielkiej odległości. To, że miały tak ogromny wpływ przez tak długi czas, jest czymś wyjątkowym i myślę, że wszyscy to doceniamy.